niedziela, 12 marca 2017

Co czytasz mamo?

" Urodzony w obozie nr 14 . Z Korei Polnocnej dluga droga do wolnosci." Blaine Harden. Swiat Ksiazki 2013.

-Co czytasz mamo? - Zapytala razu ktoregos corka , widzac mnie pochylona nad czytynikiem elektronicznym. Rzadko sie zdarza abym wyjmowala to ustrojstwo w domu. Jezeli juz, w domu czytam ksiazki w wydaniu tradycyjnym. Czytnik to rzecz do pracy,  albo kiedy dlugo jedziemy samochodem i mam wolna chwile.
Jak mialam Malej odpowiedziec? Trudna to literatura , jeszcze nie czas w jej wieku na tego typu sprawy. Odpowiedziec jednak  jakos sensownie trzeba bylo, bo Mala bywa dociekliwa....
-Czytam o prawach czlowieka.

Mamy XXI wiek. Czlowiek lata na ksiezyc. Marzy o podboju kosmosu i probuje owe marzenie realizowac. Wysyla sondy w kosmos, na Marsa. Mysl techniczna rozwija sukcesywnie . Ewoluuje w tym kierunku. Natomiast nijak to sie ma do jego ewolucji w czlowieczenstwie, humanizmie. Pomimo tak zaawansowanej technologii, mysli technicznej, kiedy chodzi o traktowanie czlowieka obok potrafimy przeradzac sie w agresywne zwierzeta wiedzione wewnetrznym impulsem.

Jeszcze trzy lata temu,  nie orientowalam sie zbytnio w problemach Korei Polnocnej. Wiedzialam, ze panuje tam rezim, ale...  rezim rezimowi nierowny. Dopiero zetkniecie sie w TVP Kultura z jakims filmem o uciekinierach z tamtej czesci swiata naglosnil mi sprawe. "To ludzie stamtad uciekaja? Hm..." To, ze uciekaja to jeszcze nic. Z Polski tez swego czasu obywatele nawiewiewali  i nadal to czynia, nikt ich jednak nie zatrzymuje na granicy.  Moze i kiedys utrudniano  opuszczenie naszej ojczyzny, ale to bylo kiedys.... ewoluowalismy ze starego  i nastalo nowe. Tam zas, tam daleko , ludzie nadal zyja w przebrzmialym, obrzmialym i chorym systemie. To jak narastajacy wrzod. Wrzod, ktory dawno powinien peknac a peknac nie moze..... Sporo jest w necie filmow dokumentalnych traktujacych o Korei Polnocnej. Zycie pod ciaglym nadzorem i kontrola... Korea Polnocna odwdzieczyla sie swiatu i nagrala film o zyciu na zgnilym zachodzie. Zgnily zachod, pewnie...nie jest to zaden raj. Raju na matce Ziemii  nie uswiadczysz, ale wole wolny wybor niz sortowanie wiadomosci. Niz podawanie mi wiadomosci na tacy,  tych ktore w mniemaniu cenzorow powinny chronic moja dusze przed zepsuciem. Wole dostep do wszystkiego, no powiedzmy prawie do wszystkiego , niz podsuwanie mi pod nos rzeczy, ktore sa dla mnie nieszkodliwe.  Mam tu na Ziemii prawo wolnego wyboru. Jestem istosta obdarzona wolna wola, wiec chce byc wolna , nie zniewolona i sama podejmowac decyzje co obejrze, co przeczytam, co zjem ...nawet jezeli te wybory mialyby, na jakis czas,  odbic sie mi czkawka.

" Urodzony w obozie nr14 " to historia Shin Dong-hyuk´a, uciekiniera z najgrozniejszego koreanskiego obozu pracy, spisana przez Blaine`a  Hardena dziennikarza "Washington Post".  Shin, wedlug swych relacji,  nie znal zycia na wolnosci. Urodzil sie w obozie, w ktorym jego rodzice byli wiezniami. Za co rodzice trafili do obozu? Trudno powiedziec. Shin raz mial mozliwosc zerkniecia w papiery, kiedy byl torturowany i zmuszany do zlozenia popisu  w owych papierach. Prawdopodobnie czesc rodziny ojca po wojnie koreanskiej zostala, czy tez nawiala do Korei Poludniowej, a to byl juz powod aby taka rodzine uwazac za podejrzana, uwazac ich za wrogow systemu. Rodzice Shina pobrali sie w ramach nagrody jaka w obozie przyznawano raz do roku wiezniom sprawujacym sie dobrze, nienagannie. Wiezniom oddanym wzorowej, poslusznej pracy. Wiezniowie nie mieli wplywu na to, kto zostanie ich wspolmalzonkiem. Po prostu pracownicy obozu, wedlug jakiegos widzi mi sie, przydzielali ludzi do par. Pozamalzenska bliskosc seksualna byla karana smiercia. Tylko w malzenstwach mozna bylo uprawiac seks i plodzic dzieci, czyli malzenstwo to faktycznie spora nagroda dla udreczonych i nie posiadajacych zadnych przyjemnosci ludzi. Kobieta, kiedy otrzymywala takowa nobilitacje mogla opuscic wspolna zakladowa sypialnie i przeniesc sie do samodzielnego pokoju w innej czesci obozu. Pokoje byly bardzo skromnie urzadzone, bez ogrzewania, krzesel, stolu... Robotnik mial przydzielona dawke dziennej zywosci, bardzo skromnej i ubogiej ( dlatego tez ludzie tam probuja jadac trawe, gotowac sobie posilki z kory drzew...jedza szczury, zaby,...).  Matka Shina gotowala posilek dla nich dwoch ( mlode dziecko moglo mieszkac do pewnego okreslonego wieku z matka), zostawiajac sobie jakas czesc zywnosci na czas,  kiedy powroci do domu po calym dniu ciezkiej pracy. Niestety Shin jej wszystko wyjadal...byl dla niej rywalem o przetrwanie. Za nic mial ciezka prace rodzicielki, ani nie rozumial, ze ta kobieta tyra aby ich utrzymac, aby  owe i tak ubogie racje zywnosciowe za jakies niewazne uchybienia w pracy nie byly im ucinane. Shin nie byl wiec jej ulubiencem. Rosl jak zwierzatko pozbawiony mozliwosci obserwowania normalnego rodzinnego zycia. Ojciec byl ciagle nieobecny- odwiedzal ich kilka razy w roku i byl dla chlopca kims obcym. Wiezniowie byli zachecani donosic na siebie. Tylko tyraniem i lojalnoscia wobec rzadzacych mogli odkupic swe winy i winy swych przodkow. Mieli obowiazek donosic na czlonkow rodziny , na sasiadow... powinni miec oczy i uszy szeroko otwarte. Dzieci bawily sie razem, ale nikt nikogo nie zapraszal do domu. Co za owe donoszenie donosiciele otrzymywali? Ano moze dodatkowa miseczke ryzu? Na pewno bylo to jakos nagradzane. Moze latwiejsza praca w obozie?
Shin doniosl razu ktoregos na matke i starszego brata, ktorzy planowali ucieczke. Brat prawdopodobnie nie nalezal do najlepszych i najsprawniejszych robotnikow. Cos tam przeskrobal, nie wyrobil normy.... przyszedl w nocy do matki o tym pogadac. Grozila mu kara, wybral wiec ucieczke.  Nastepstwem ucieczki, w przypadku przylapania delikwenta, byla publiczna jego egzekucja  i egzekucja czlonkow jego rodziny.  W mysl tworcow systemu : " Skoro uciekl, a rodzina nie doniosla, to sa oni tacy sami jak i uciekinier". Shin obudzil sie w nocy i podsluchal rozmowe matki i brata. Do tego przyuwazyl jak matka gotuje na palenisku ryz ( ryz mial byc widocznie prowiantem na droge dla brata) . Musiala  wynosci ow ryrytas po ziarenku z miejsca, w ktorym pracowala... Shin wsciekl sie na nich. Na dodatek dobil go widok zywnosci, ze matka dzieli sie takimi rarytasami ze starszym bratem, pomijajac go- mlodszego syna.... Shin w ogole marzyl tylko o tym aby sie najesc, wszystkie jego mysli krazyly li tylko wokol tego tematu. Wybiegl w nocy z domu matki i poszedl zawiadomic o wszystkim odpowiednie sluzby....
Wiezniowie sa traktowani w obozach jak bezrozumne bydlo. Tak samo zreszta mowi sie straznikom wieziennym. Kiedy maja zly humr, moga w ramach jego poprawy zakatowac ktoregos z wiezniow na smierc. Jeden z wyzszych funkcjonariuszy obozu, po ucieczce z Korei Polnocnej opowiadal, ze do trzech lat praca w obozie- tortury, zabijanie sprawialo mu przyjemnosc. Potem przestalo go to bawic- niezla rozrywka, nieprawdaz?  Wtedy trzeba przyslac do obozu, jako pracownika, kogos innego.

Polecam Wam ta opwiesc. Shin jest rownolatkiem obecnego przywodcy Korei Polnocnej. Jeden z nich zyje w zbytu i luksusie, drugi w warunkach gorszych niz te, ktore maja swinie w chlewie. Shin zmienil raz w swej opowiesci wersje wypadkow. Zatail przed Blaine`m Hardenem swoj udzial w uwiezieniu i egzekucji matki i brata, potem sprawe odkrecal. Mowil, ze ewoluuje przygladajac sie normalnemu ludzkiemu zyciu. Zmieniaja sie jego  zapatrywania na pewne wartosci, na milosc w rodzinie. Kiedys uwazal matke za wroga. Nienawidzil ja za to, ze chciala narazic reszte rodziny na okrutny los. Teraz, na wolnosci, w tym innym swiecie, ja zrozumial. Rozumial jej motywy. Ksiazka rozslawila historie Shina. Zostala przetlumaczona na 19 jezykow. Odniosla wielki , swiatowy sukces. Musiala dotrzec na biurko szefow Korei Polnocnej, bo odszukali ojca uciekiniera, a ten powiedzial  przed kamerami, ze chlopak klamie. Nigdy nie urodzil sie w obozie nr 14, i nie torturowano go okrutnie jako dziecka. Shin zmienil zeznania i twierdzil, ze ojciec opowiada to wszystko pod presja. Jakby jednak nie bylo- opowiesci obozowe  koreanskiego wieznia nie odbiegaja absolutnie od opowiesci innych wiezniow obozow koreanskich, ktorym udalo sie zbiec z kraju. Sa jak najbardziej prawdziwe, w swietle opini ekspertow.

wtorek, 11 października 2016

Zaniedbane.

"Dziewczyny z Syberii. Prawdziwe Historie."  Anna Herbich. Znak Horyzont. Krakow 2015.

Dziesiec wzruszajcych historii kobiet. Historii poruszajacych, uczacych... Te opowiesci sa niesamowicie cenne. Nie mozna tego zapomniec. Nie wolno zapominac. Nie wolno zaniedbywac. Trzeba pamietac, dla nas i dla nich. Trzeba poznawac. Nie mozna dopuscic aby historia sie powtorzyla...
O zbrodniach hitlerowskich na narodzie polskim powiedzialo sie wiele. O zbrodniach sowieckich na naszym narodzie prawie nic sie nie mowilo, nie mowi. Temat tabu.
Gdyby historie pisaly kobiety....gdyby... mialaby ona wtedy inny wydziwek, Bylaby inaczej opisana, mialaby inaczej powyciagane wnioski.
Ciesze sie, ze pozycja ta trafily w moje rece.

"Gdyby Bog zechcial wskrzesic wszystkich wiezniow lagrow, to w calej Rosji podnioslaby sie ziemia" wspomina pani Weronika.
" W lagrze specjalnym trzymali miedzy innymi psychicznie chorych. Wielu ludzi w tym obozie zostalo wykonczonych. Pewnego dnia jedna z wiezniarek powiedziala do mnie;
-Weronika, chodz do okna, zobacz, co sie dzieje.
Podeszlam i to, co zobaczylam, przesladuje mnie do dzisiaj. Do jednego z budynkow podjechal ciezarowy samochod. Straznicy zaczeli wrzucac do niego straszliwie wychudzone ludzkie ciala. Jedno na drugie, jak worki z kartoflami. Bylo ich mnostwo. Nagle spostrzeglam cos, co zmrozilo mi krew w zylach. Niektore rece i nogi drgaly, ruszaly sie. Wiele tych osob nadal jeszcze zylo! Jedna z nich wpatrywala sie we mnie szeroko otwartymi, pelnymi cierpienia i rozpaczy oczami. Nie bylo w nich nawet blagania o pomoc. Ten czlowiek wiedzial, ze nic nie moge zrobic, ze jego los jest przesadzony. Kim byli ci ludzie? Chorzy,  wcienczeni glodem i praca wiezniowie. Wymieszano ich z trupami i wywieziono w step. Tam umierali, zwaleni na kupe."
Trudne losy , dzielne kobiety...straszne opiwiesci.  Dlaczego czlowiek czlowiekowi gotuje taki los?


niedziela, 13 grudnia 2015

Pasja.

"Uciec jak najwyzej. Nie dokonczone zycie Wandy Rutkiewicz." Ewa Matuszewska. E-book. Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1999, 2007.
Jestem swiezo po lekturze, tzn. szpalty elektronicznej ksiazki zamknelam tydzien temu. Wlasciwie tego typu recenzje powinnam pisac na goraco, kiedy jeszcze emocje we mnie graja. Kiedy czuje jeszcze atmosfere przeczytanej pozycji.... kiedy oddycham jeszcze klimatem tego co przeczytalam. Powoli to wygasa. Aura innego swiata odchodzi, zycia ludzi gdzies tam, jakos tam, zanika. Nic to. Postaram sie... Mowia, ze biografie, autobiografie to lektury bardzo wartosciowe. Chyba tak. Nie czytuje ich nagminnie. Kilka ostatnio zakupilam. " Uciec jak najwyzej. Nie dokonczone zycie Wandy Rutkiewicz" to ksiazka biograficzna pisana przez przyjaciolke slynnej polskiej alpinistki- himalaistki, Ewe Matuszewska. Jest to tez ksiazka o gorach, o pasji, o smierci, o zmaganiu sie ludzi z grozna, surowa materia gor, o przekraczaniu wlasnych slabosci, o igraniu z zyciem. Jest to pozycja ciekawa, trzymajaca w napieciu. Dla mnie, czlowieka nizin, opowiadajaca niesamowite wysokogorskie historie ... Pomogla mi zrozumiec tych, ktorzy zyja pasja. Poswiecaja sie czemus.... Pasja moze byc niszczaca, moze doprowadzic do smierci. Ludzie wspinajacy sie to ludzie balansujacy non- stop na krawedzi zycia i smierci. Ludzie irracjonalnej odwagi. Widzacy nie raz smierc swych przyjaciol, a pomimo to nie rezygnujacy z karkolomnych przedsiewziec. Dlaczego karkolomnych? Poniewaz nie wystarczy obecnie ( dawniej zreszta tez) li tylko wejsc- zdobyc jakis szczyt, trzeba to zrobic w taki sposob aby innym opadla przyslowiowa szczeka. Byc pierwszym, ktory zjedzie po zdobyciu szczytu na nartach. Wejsc na szyczyt nowa, nieprzetarta trasa, trasa bardzo niebezpieczna. Probowac atakowac szczyty himalajskie nie tylko latem- obecnie zdobycie szczytu w wyprawie letniej to normalne piwko, niebezpieczne, ale normalne...teraz nastala moda na atakowanie szczytow w okresach zimowych, kiedy temperatura w namiotach, w obozach na wysokosci powyzej 7500 m.n.p.m wynosi okolo minus 40 stopni.... Trudno to pojac. No ale coz. Wanda Rutkiewicz pierwsza Europejka, pierwsza Polka i Polak, trzecia kobieta na Mount Everescie. Pierwsza kobieta na K2, na szczycie o wiele trudniejszym do zdobycia niz Mount Everest. Narobila prawdopodobnie tymi swoimi wyczynami sporego zamieszania w polskim srodowisku wysokogorskim. Po pierwsze wyprzedzila mezczyzn ( Mount Everest), a to tak jakos nie tak w naszej polskiej, choc nie tylko polskiej kulturze, obyczajowosci i mentalnosci. Kobieta pasji i to jakiej, nie hafciarskiej, przepraszam wszystkie panie i panow oddanych temu hobby. W zyciu wspinaczkowym szlo jej nieprzecietnie, w zyciu osobistym miala pod gorke. Nie udalo sie jej stworzyc trwalego zwiazku- silnym kobietom, kobietom pasji trudno zalozyc szczesliwa rodzine. Mezczyzna z pasja ma o niebo latwiej niz kobieta. Mezczyzni nie poswiecaja sie, czynia to rzadko, nie beda siedziec miesiacami samotnie w domu, nie beda zajmowac sie dziecmi, podczas gdy ich partnerka odbywa swoje wojaze, bo musi gdyz inaczej sie udusi. Wanda widziala smierc swojego ostatniego partnera Kurta Lyncke, ktory wspinal sie zaledwie kilkanascie metrow ponizej. Odpadl od sciany Broad Peak i spadł w 400-metrową przepaść. Wanda Rutkiewicz byla samotna, ale od tego momentu , jak twierdzi Ewa Matuszewska, zaczela sie wielka samotnosc Wandy. Rutkiewicz byla wowczas kobieta 47 letnia. Zginela dwa lata po nim, 12-13 maja 1992 roku na szczycie Kanczendzongi, trzeciej co do wielkosci gory swiata. Zdobyla w sumie 8 z 14 osmiotysiecznikow. Ksiazka opowiada o okolicznoscia smierci tej wielkiej himalaistki. Zamieszcza wiele ciekawych wywiadow ze slynna Polka, ktora przyczynial sie wraz z takimi nazwiskami jak Wojciech Kurtyka, Jerzy Kukuczka, Krzysztof Wielicki do rozslawienia polskiego himalaizmu. Jak to powiedzial w jednym z wywiadow niezyjacy juz Artur Hajzer, ze w latach 80 Polacy byli w swiatowej himalajskiej czolowce i polowa z nich sie tam wlasnie zabila- zginela. Jaka byla Wanda Rutkiewicz prywatnie jako czlowiek? Zachecam do przeczytania pozycji Ewy Matuszewskiej. W kazdym badz razie ze szpalt ksiazki wylania sie wizerunek kontrowersyjny :trudnej, skomplikowanej, pracej do przodu kobiety, ale zarazem kobiety umiejacej sie przyjaznic, a tylko ludzie o wielkich sercach maja przyjaciol.

wtorek, 13 stycznia 2015

www.malpa.pl

www.malpa.pl. Krystyna Janda. E-book. Wydawnictwo W.A.B., 2004.
Pani Janda. Coz za barwna postac wylania sie z owych e-bookowych stronic. Kobieta wielkiej miary. E tam...co tu duzo gadac. Takich ludzi dzisiaj raczej nie ma, chlubne wyjatki. Oczytana, blyskotliwa, inteligentna, pelna pasji...jestem pod wrazeniem i urokiem jej internetowych zapiskow, jej osobowosci. Kobieta pochlaniajaca kilka ksiazek na raz. Dajaca z siebie wszystko - lacznie z niedospaniem- wkladajaca w to, co tworzy mnostwo energii i dusze.... Jedno mi sie nasuwa po przeczytaniu e-booka pani Krystyny Jandy, to czlowiek wielkiego formatu. Sa to zapiski z dnia w formie blogowej, pelne poczucia humoru, suptelnosci, glebszych przemyslen, anegdot. POLECAM!

piątek, 28 marca 2014

Kontrowersje.

"Czastki elementarne" Michel Houellebecq. Wydawnictwo W.A.B, 2006. Przelozyla Agnieszka Danilowicz- Grudzinska.
Zainteresowalam sie ta pozycja przez przypadek. Przez przypadek ogladajac wywiad z pisarzem w polskiej TV. "Czastki elementarne" nie sa latwe z wielu powodow. Autor wplata w tresc tematy i refleksje natury biologicznej, filozoficznej, matematyczno-fizycznej. Jest to ksiazka trudna rowniez i dlatego, ze podejmuje sie rozprawy z destrukcyjna epoka przemian i rewolucji seksualnej. Mowi o podatnosci europejskiego spoleczenstwa na wplywy amerykanskie, ktore wcale nie sa budujace a wrecz szkodzace naszej cywilizacji. Bohaterami opowiesci jest dwoch przyrodnich braci( jedna matka, dwoch ojcow). Pomimo pokrewienstwa Bruno i Michel roznia sie bardzo w sposobie postrzegania swiata, otwartoscia na niego i stylem zycia. Michel jest naukowcem, zyje ascetycznie, rezygnujac i lekcewazac sfere seksualna. W sumie on nie odczuwa potrzeby seksualnej bliskosci. Bruno to postac barwniejsza niz jego brat. Pewne zdarzenia z dziecinstwa wprowadzily go w kompleksy zwiazane z jego cialem, slaboscia charakteru co spowodowalo zaklocenie relacji z kobietami , przemienily w seksoholika. Bruno nie umie zbudowac stalego zwiazku, a jego kontakty z kolejnymi partnerkami sa dysfunkcyjne. Szuka coraz to nowych wrazen, ktore z jednej strony maja byc ratunkiem na zyciowa pustke a z drugiej sa zrodlem zguby. Autor opisuje seks turystyke, mowi o dewiacjach wyzwolonego zycia. Sporo w niej pornografii... W sumie to opowiesc o ludzkiej egzystencji. O niemocy znalezienia szczescia i zagubieniu wpolczesnego czlowieka. Pisarz drwi z religii, wiary jako substytutow dajacych ludziom poczucie bezpieczenstwa, po drugiej stronie stawia i wysmiewa uciekanie w liberalizm. Krytykuje spopularyzowanych w latach 70-siatych hipisow i rozmaite seksty. Dostaje sie po garach papiezowi JP II. Brak mi w tym wszystkim odpowiedzi na nasze egzystencjalne pytania, a moze po prostu oczekuje gotowcow na zycie? Ksiazki nie czyta sie latwo. To nie literatura z etykietka "przyjemne", ale warto to przejsc.

piątek, 7 marca 2014

Jak nie wzrusza? Musi wzruszac, bo Slowacki wielkim poeta byl...

"Pamietnik przetrwania" Doris Lessing. Przelozyl: Bogdan Baran. Wydawnictwo Literackie 2007.
Podoba mi sie slawna lekcja polskiego w "Ferdydurke" Gombrowicza. Komu sie nie podoba? Musi sie podobac, bo to przeciez slawna lekcja, lekcja podwazajaca pewne tabu... wiec jak moglaby sie komus nie podobac? Musi sie podobac i juz, bo Slowacki wielkim poeta byl! Albo i nie byl? Byl, albo nie byl...oto jest pytanie. Wielka jest Lessing czy nie jest? Wielka czy niewielka..oto jest pytanie? Musi byc wielka skoro uhonorowali ja Nagroda Nobla. Z drugiej strony, jezeli wsrod nagrodzonych znajduje sie B. Obama, to ja zaczynam watpic w prestizowosc co niektorych nagrod. Z "Pamietnikiem przetrwania" zetknelam sie tak samo przypadkowo jak i z ksiazka Primo Leviego. W tej samej ksiegarni i w tym samym czasie...szukajac czegos do poczytania. O ile Primo Levi lezal na polce z ksiazkami przecenionymi, o tyle Doris Lessing stala na "godnym miejscu", wlasciwie wyeksponowana. Trudno bylo NIE ZAUWAZYC. Nabylam, w koncu Nobel obiecuje wiele. I..... nie przejechalam sie, choc "wczytywac" sie w ksiazke trzeba dlugo. Nie lubie narracji, lubie akcje. Lessing zas to gadula, gadula...przy czym akcja ( no przeciez bez tego nie da sie , no nie?) nabierala rozpedu. Po czasie przywyklam do tego gadulstwa, a nawet zaczelam je lubic. O czym mowa w dziele noblistki? Ano jak dla mnie o swiecie przyszlosci. Autorka nie umiejscawia akcji w jakims konkretnym czasie. Moze to nie przyszlosc, moze to wnetrze bohaterki? Trudnio to ustalic. Jest to opowiesc o .... kobietach, ich relacjach. O spokojnym, stopniowym przyzwyczajaniu sie do siebie, o powstawaniu wiezi, o ....przyjazni. O wspolnym byciu. O obserwowaniu. Narratorka jest, po prostu jest, patrzy i opowiada. A o czym opowiada? Opowiada o dorastaniu Emily. o milosci do gangstera, o niestalosci ludzkich uczuc, o wedrowce ludow, o niebezpiwczenstwie swiata zewnetrznego i bezpieczenstwie swiata wewnetrznego. O chaotycznym swiecie. Akcja rozgrywa sie na dwoch plaszczyznach- zewnetrznej: gangi, walka o przetrwanie, przemieszczanie sie ludow, nadzieji na poprawe bytu... i wewnetrznej; mistyka doznan wprwadzajaca w inny swiat. Ktory z tych dwoch swiatow jest bardziej realny? A moze oba sa tak samo nierealne lub tak samo realne?

niedziela, 23 grudnia 2012

Prywatnie.

"Na każdy temat z Marią Szyszkowską
rozmawia Stanley Devine."
Wydawnictwo Helion. 2011.


Nie pamiętam dokładnie jak to było, moje pierwsze telewizyjne , ma sie rozumieć, zetknięcie z Marią Szyszkowską. Zaistniało to prawdopodobnie na począteuk lat 90. Byłam wtedy studentką i sprawy zmieniającego się wówczas ustroju były dla mnie szalenie ważne. Pamiętam jak w roku 1989, w roku mojej matury, dyrektor liceum (historyk z wykształcenia) w swoim przemówieniu do nas, uczulał nas na niesamowitą ważność przemian spolecznych i ogólnie tego wszystkiego, co dzialo się  w tym czasie w naszej ojczyznie.
Pamiętam, że potem mignęła mi gdzieś w TV postać i wypowiedź Marii Szyszkowskiej, która pełniła wtedy, bodajże jakąś ważną funkcję społeczno- polityczną. "Hm... bardzo do rzeczy"- pomyślałam. Od tamtej pory podbiła moje serce: mądroscia, rozsądkiem, erudycją, kultura przedstawiania poglądów. To nie osoba w stylu, że najpierw nagada jedno, a potem to odkręca, bo jej klub wyborczy ma inne zdanie, więc wypada owo zdanie poprzec, dla "dobra" sprawy. Takie popieranie przeciwko sobie, ale dla "dobra" sprawy, z reguly wychodzi samemu popierajacemu na niekorzyśc i nie mam tu na mysli tylko wizerunku pubicznego danej osoby.

Za rozmowy z Marią Szyszkowską zabierałam się z pewnym brakiem przekonania. Kiedyś, rozczarowałam się takowym wywiadem rzeką z Marią Kuncewiczową. Okazało sie, że Szyszkowska udziela zwiezłych, jasnych odpowiedzi. Nie rozwleka, nie wprowadza dygresji. Jest konkretna, bardzo rzeczowa...czasami było mi brak, przy tego typu postaci, pewnego dopowiedzenia, rozszerzenia. Czułam niedosyt jej mądrości. Mogłaby tyle jeszcze z siebie dać, dodać, ale skupila sie na jądrze spraw, o które była pytana.

Interesuje mnie bardzo rozwój duchowy czlowieka. Mechanizm uruchamiający duchowy wzrost. Wychodzi na to, że kosciól z oferowanymi przez siebie praktykami, mający w reku rząd i patent na przewodnictwo duchowe tak naprawdę oferuje tylko pewien towar, niekoniecznie dobrej jakości. Oczywiście, że może ów wzrost inicjowac... ale to jednak człowiek ze wszystkich doświadczeń spotkanych na swojej drodze zycia może zbudowac most, albo użalac sie nad kamienistą drogą. Maria Szyszkowska to osoba dużego formatu. budząca zainteresowanie swoimi poglądami...osoba wierna własnym ideałom, a tak tego mało w dzisiejszym świecie... Osoba, która mozna spokojnie zaliczyc do grona "autorytetów" ( bardzo obawiam się tego słowa) duchowych.
Polecam.